› Aktualności
09:15 / 26.11.2019

Teraz jest mój czas - mówi Najlepszy Kucharz w Polsce, jarocinianin

Teraz jest mój czas - mówi Najlepszy Kucharz w Polsce, jarocinianin

fot. Monika Kasprzak

Żeby cokolwiek osiągnąć, trzeba poświęcić setki godzin na to, co się robi. I dużo pasji. Jeżeli włożymy w coś dużo serca, czasu i pracy, to sukces - prędzej czy później - przyjdzie sam. Wystarczy na niego poczekać - mówi w rozmowie dla "Gazety" Jakub Kasprzak.

 

Rozmowa z kucharzem Jakubem Kasprzakiem, absolwentem Liceum Ogólnokształcącego w Jarocinie z 2005 roku

Skąd pomysł na taką drogę życiową? W roku 2005, gdy pan zdał maturę, nie było kulinarnych programów telewizyjnych np. „Master Chef”.

Zawsze lubiłem jeść (śmiech). Kucharzem zostałem dzięki wyjazdom. Pojechałem do Stanów, do pracy. Tam trafiłem do dobrej restauracji, z dobrym szefem. Zobaczyłem, jak to wszystko wygląda. Potem była Kanada, gdzie pracowałem w jednej z trzech najlepszych restauracji z owocami morza w Ameryce.

A potem Francja i Austria.

We Francji spędziłem 3 miesiące, w słynnej francuskiej szkole kulinarnej Institut Paul Bocuse w Lyonie. To był bardzo ciekawy okres mojego życia, bo poznałem wielu ludzi różnych kultur, m. in. Azjatów i Amerykanów. W Austrii pracowałem w restauracji, która ma dwie gwiazdki Michelina. To typ restauracji, gdzie wykorzystywanie pracowników jest na porządku dziennym. Praca 6 dni w tygodni po 16 - 17 godzin dziennie. Przerwa trwa 15 minut. Codziennie robimy to samo, każdy dzień wygląda tak samo. Jest jak w wojsku, ale to najlepsza restauracja, w jakiej pracowałem. Bardzo ciekawe przeżycie.

Tak wygląda praca w każdej kuchni?

Kuchnia to bardzo specyficzne miejsce, które kształtuje wyjątkowo silne charaktery. Tak jak powiedziałem, niejednokrotnie pracujemy 6 dni w tygodniu, wiele godzin dziennie. Od rana do nocy pod presją czasu i w stresie. Trzeba mieć twardą skórę. Ale to również praca, która bardzo rozwija i gdzie można robić dużo fajnych rzeczy.

Jak się zostaje szefem kuchni?

Tak naprawdę teraz telewizja mocno kształtuje obraz szefa kuchni. Trochę spaczony obraz szefa, który tylko stoi, nałoży dwa dania i robi sobie selfie. Tak to nie wygląda. To jest ciężka praca, bardzo żmudna i przede wszystkim powtarzalna, bo mając jedno menu sprzedajemy je codziennie, więc codziennie robimy to samo. Jest dość monotonnie.

Ale z drugiej strony cały czas trzeba się uczyć nowych rzeczy.

Tak, cały czas trzeba iść do przodu. Nieważne, czy te kroki są małe, czy duże. Jeżeli zatrzymamy się, to niestety znikamy. Żeby cokolwiek osiągnąć, trzeba poświęcić setki godzin na to, co się robi. I dużo pasji. Jeżeli włożymy w coś dużo serca, czasu i pracy, to sukces - prędzej czy później - przyjdzie sam. Wystarczy na niego poczekać.

Jeśli mamy pasję i chcemy naprawdę to osiągnąć, to różne braki można szybko nadrobić. Jeżeli bardzo, bardzo się czegoś chce to wiedza o wiele lepiej „wchodzi”. No i jest doświadczenie, które zdobywa się z wiekiem i stażem pracy.

Często bierze pan udział - z sukcesami - w konkursach kulinarnych? Który konkurs był najważniejszy?

Najważniejszy konkurs jest przede mną. Ten konkurs (najbardziej prestiżowy konkurs kulinarny Bocuse d’Or w Lyonie - przyp. red.), do którego się teraz przygotowuję, jest czymś, o czym marzyłem. Za miesiąc odbędą się polskie eliminacje. Uważam, że teraz jest mój czas.

Jakieś wpadki kulinarne były?

Oj było ich dużo. Wszystkim zdarzają się błędy przez brak wiedzy, lenistwo czy niedopatrzenie. Ale nie pamiętam konkretnych.

Czy ma pan swoje ulubione dania?

Nie. Ogólnie, jedzenie sprawia mi ogromną przyjemność. Nie ma rzeczy, których nie lubię. I nieważne, czy to pierogi leniwe, czy inna potrawa, jeżeli są dobre, to super. Kiedyś zastanawiałem się, co zjadłbym na swoją ostatnią wieczerzę i nadal nie wiem, co by to było. Ale generalnie trzeba podążać za modą.

Co teraz jest modne w kuchni?

Znowu staje się modna oryginalna kuchnia polska. Ta bardziej szlachecka, w której są owoce lasu, dzikie ptactwo, dziczyzna. Schabowe, pierogi, sznycel - to zabory. Wiele elementów kuchni zaborców zostało „wtłoczonych” do naszej kuchni. Zabory się skończyły, a naleciałości zostały. Potem trafił się PRL. To wszystko zniszczyło naszą kuchnię. Szlachecka kuchnia jest bardzo fajna. Nawet świat się nauczył od nas - np. ciastka magdalenki są wynalazkiem polskiej kucharki.

Ile kosztują noże?

Od 100 zł do 4 - 5 tys. złotych. Ja nie przywiązuję wagi do ceny. Mam swoje ulubione noże, dobre, ale nie super drogie.

Kto gotuje w pana domu?

Żona. Mamy trójkę dzieci i to ona przygotowuje posiłki.

Rozmawiała Grażyna Cychnerska

(wywiad został przeprowadzony w 2018 roku)

 

ZOBACZ TEŻ - JAROCINIANIN NAJLEPSZYM KUCHARZEM W POLSCE

 

Szanowni Internauci. Komentujcie, dyskutujcie, przedstawiajcie swoje argumenty, wymieniajcie poglądy - po to jest nasze forum i możliwość dodawania komentarzy. Prosimy jednak o merytoryczną dyskusję, o rezygnację z wzajemnego obrażania, pomawiania itp. Szanujmy się.

0
0
oceń tekst 0 głosów 0%